niedziela, 8 czerwca 2008

Niemce idą...

Niemcy nam wkopali. Przykre jest to, że obydwie strony wszystko sprowadzają do głębokich blizn w narodowej pamięci. Niemcy wkopywanie Polakom mają niejako zakodowane. Robią to – a jakże - profesjonalnie od zawsze. Profesjonalnie spieprzyli nam jakieś 250 lat państwowości, załatwili nam 2 wojny światowe, a w konsekwencji w czerwony kolor. My nie wkopaliśmy im od 598 lat bez miesiąca. Ale im, draniom jednym, jest jeszcze za mało!

Niemcy zalali nasz kochany stłamszony kraj chłamem jeszcze gorszym niż rodzimy Super Express oraz quasi-rzetelnymi Newsweekiem i Dziennikiem (jeszcze gorsze niż rodzime odpowiedniki) i jeszcze im, diabłom bezbożnym nie wystarcza! Teraz muszą spieprzyć nam mistrzostwa!

Dobra, koniec ironii... Ależ skąd, nie mówię wcale, że oni nas jakoś wyjątkowo nie lubią. Po prostu okazali się lepsi. Jest ich więcej, są bogatsi. Kiedyś wygrywali z nami militarnie, teraz ekonomicznie. Natomiast same mistrzostwa to przede wszystkim kasa. Oczywiście za wiele lat wszystko może się odwrócić, ale póki co mają nad nami przewagę.

Niemcy tak na co dzień mają do Polaków stosunek taki, jak my do Ukraińców czy Białorusinów. Lekka nieufność + nieśmiała sympatia + dość mgliste pojęcie o tym jacy rzeczywiście oni są + pełno stereotypów + podskórne przeczucie, że owe stereotypy odbiegają od rzeczywistości. Ale jak przyjdzie co do czego… Nie wyobrażam sobie, żeby Polacy przed takim samym meczem z dajmy na to Ukrainą dostawali podobnej furii, do furii Niemców z ostatnich dni. Ta furia to nie jest jakaś niechęć ani broń Boże nienawiść. To coś głębszego i bardziej skomplikowanego.

Czy my jesteśmy lepsi? Skąd, zachowujemy się dokładnie tak samo. A może jeszcze gorzej. Bo chcielibyśmy pokazać Niemcom, że chociaż jesteśmy biedniejsi, gorzej zorganizowani, w skrócie: słabsi, to jednak potrafimy z nimi wygrać. I jeszcze ta historia...

A oni? Oni chyba mają jeszcze gorzej. Bo to ich pozycja dominującego jest tutaj zagrożona przez sąsiada zza wschodu, który zawsze był biedny, z którego zawsze można było się śmiać (a niemieckie żarty o Polakach były na żenująco niskim poziomie), który - ubrany w niemodne wymiętolone dresy - przyjeżdżał na saksy i ciężko harował przez cały dzień zbierając niemieckie truskawki czy inne szparagi za parę marnych marek i kilka phenigów. Gdziekolwiek się ten sąsiad pojawiał, coś gdzieś komuś ginęło. A po co on w ogóle przyjeżdżał? Bo zapewne kończyła mu się kasa na wódkę.

Nie wymyślam sobie tego. Sam pamiętam jakim byłem zjawiskiem, gdy poszedłem w Niemczech do niemieckiej klasy (a miałem wtedy 8 lat), jak koledzy nie chcieli mi uwierzyć, że mam w Polsce telewizor i to jeszcze kolorowy! A jak jeździłem gdzieś na swoim rowerku made by Romet, mali niemieccy kumple nie mogli dać wiary, że on nie został wyprodukowany w Niemczech. A kilku ziomków w ogóle się do mnie nie odzywało. Tak po prostu - bo Polak. Oczywiście musieli dowiedzieć się od rodziców co to jest Polska i pewnie jeszcze niektórzy z tych rodziców kazali swoim pociechom uważać, bo przecież Polacy to złodzieje. Było to raczej bardziej śmieszne niż przykre i w ogóle nie rozpatruję tego w kategorii jakichś złych wspomnień. Ale jest to dobrą ilustracją tego co przeciętny Niemiec wiedział o Polsce.

Aż tu nagle okazało się, że Polacy są dobrymi pracownikami, o których wręcz zabiegają zagraniczni pracodawcy, że eksportują mnóstwo dobrej jakości towarów, że jeżdżą po świecie, znają języki i że jednak Odra wcale nie jest granicą wielkiego szoku cywilizacyjnego...

Z innej beczki. Obie strony przygotowały głupawe reklamy. Pierwsze stworzyli Niemcy, ale my nie pozostaliśmy dłużni





Swoją drogą mnie bardziej śmieszy (albo mniej irytuje) wersja niemiecka. Bo to przecież jest żart. A jeśli ktoś sprawę bierze na serio to znaczy, że jest niemieckim albo polskim oszołomem, który nawet nie wie, że już się nie kradnie w Niemczech samochodów, bo to się zwyczajnie przestało opłacać. A jeśli ktoś kradnie, to jest zupełnym kretynem, bo dużo bardziej opłaca się sprowadzać samochody legalnie. A polski złodziej, drodzy zachodni bracia, liczyć umie, bo załapał się jeszcze na komunistyczny system edukacyjny, a jeśli mu się udało jakoś go ominąć, to znaczy, że wykazał się ponadprzeciętną bystrością.

Niemcy zgrywają twardzieli, ale jednak meczem owym całkiem się przejęli. A my machamy szabelkami licząc jak zwykle na cud. Wszystko to jest tyleż samo śmieszne, co i żałosne.

Niemcy tryumfowali tego wieczora. Rzeczywiście rozwalili nas na łopatki. Byli lepiej przygotowani. Z drugiej strony możemy się pocieszać, że to takie nie całkiem niemieckie zwycięstwo. W końcu dwa gole zdobył dla nich Polak. Inny Polak – również opłacany przez niemieckich sponsorów – elegancko docisnął niemiecki pedał gazu i odstawił swojego niemieckiego kolegę z zespołu.

Niemieccy kibice niestety przegrali. Że w kibicowskich ustawkach nasi chłopcy zrewanżowali im się za wrzesień’39 – nie mam wątpliwości. Niektórzy Niemcy skandowali rasistowskie hasła. I dobrze im tak, bo ich Austriacy pozamykali. Polacy mogli sobie skandować co chcieli, i tak nikt ich tam nie rozumiał. Założę się, że za 4 lata role się odwrócą.

Naszych jednak też łapali...



Suplement

Żeby nie było. Nie mam nic do Niemców. Broń Boże. Śmieszy mnie to, że tak naprawdę nie chodziło w tym meczu o sport, tylko o dumę narodową i jakieś zaszłości. Nie będąc hipokrytą powinienem przyznać, że mi samemu pewnie też się to udzieliło.

Nie mam nic do Niemców. Trzeba umieć o wzajemnych relacjach powiedzieć to, co się o nich myśli. Nie można w imię jakiegoś paranoidalnego patriotyzmu dawać się ponieść niechęci ani w imię przesadnego pojednania omijać niewygodne tematy.

Nie mam nic do Niemców. Zbyt wielu wspaniałych Niemców poznałem, żeby móc powiedzieć o tym narodzie cokolwiek złego. Jeśli cokolwiek miałbym im do zarzucenia, to raczej ich brak świadomości, niż jakiekolwiek złe intencje. Nasza zachodnia granica topnieje. Kiedyś była zamrożona, potem runęła, teraz zalegają na niej resztki zlodowacenia, które za kilka lat, wraz z odejściem od głosu pewnych pokoleń, znikną zupełnie.

Drogi Klacz!

Jakiś czas temu odebrałem dość ciekawy list. Nadawca nosił imię Ildikó i... moje nazwisko. Mimo szczerych chęci niewiele z tego listu zrozumiałem. Może po prostu nie mam daru do języków. List wyglądał tak oto:
Kedves Marek!

Én sajnos már németül sem tudok igazán. Van aki lefordítsa neked a levelemet? Én annyit tudok a családomról, hogy az apai nagyapám Josef M. (1901-1967-ig élt) Ausztriából került Magyarországra. Én 1968-ban a halála után születtem és jelenleg is Budapesten élek. Édesapám nem sokat beszélt nagyapámról és a halála előtt tartotta csak a kapcsolatot Ausztriában, Neukirchenben lakó rokonsággal. Sajnos a címüket nem tudom. Viszont vannak régi képeim a 60-as évekből. Volt egy nagyon régi albumunk a M. famíliáról 1800-as években születettekről egészen az 1900-as évekig, megpróbálom megkeresni, talán meg van édesanyámnál. Emlékezetem szerintem a dédnagymamám neve Josefa M. Lugoson élt még egy rokon, akit
az osztrák család igen gyakran látogatott a 60-as években, de ő már akkor idős volt, valószínűleg már nem is él. Lehetséges, hogy dédnagyapai ágon valami rokonság lehet a családunk között, talán ha megtalálom a fotóalbumot okosabb leszek:-)

Bízom benne, hogy van aki lefordítsa neked a levelemet.

Czem prędzej, aby nie dać moim niecierpliwym palcom czasu na pokrycie się potem zaciekawienia, wyszukałem w sieci translator węgiersko-polski. Po wciśnięciu sakramentalnego "translate!" oczom moim ukazał się tekst zalatujący pijanym gombrowiczem...
Drogi Klacz!
Jestem ja nieszczęśliwie już Niemiec ani możesz rzeczywiście. Tu jest aki tłumaczyć pod kątem ty ten ulotka? Jestem ja wszystko ja znać ten mój rodzina , ów ten ojcowski dziadek Józef M. (1901- z ig była żywy Ausztriából biegać w Węgry. Jestem ja 1968- zakazać ten za jego śmierć byliśmy urodzony i w tej chwili także Budapeszt łuki. Édesapám nie dużo on ma mówiony nagyapámról i ten przed jego śmierć oni byliśmy utrzymanie tylko ten stosunki Ausztriában Neukirchenben dzierżawca pokrewieństwo. Nieszczęśliwie ten címüket ja don't znać. Jednakże tu są ongi képeim ten 60- równie w lata. Ono miał był jeden starodawny album ten M. famíliáról 1800- równie w lata születettekről całkowicie ten 1900- co do lata , szkic znajduje , staż więcej tu jest édesanyámnál. Pamiętny zgodnie z ten dédnagymamám jego wymienić Józef M. Lugoson była żywy jeszcze raz względny akit ten Austriacki rodzina tak często odwiedzony ten 60- równie w lata , oprócz ona jest już wtedy stary ono miał był , staż już nie także siła. Możliwy , ów dédnagyapai ágon coś pokrewieństwo mogą być ten rodzina pomiędzy , staż jeśli znajduje ten fotóalbumot inteligent obnaża : ) Wielka aglomeracja przedsiębiorstw w ono , jak jest on aki tłumaczyć pod kątem ty ten ulotka.

Oto właśnie zrozumiałem dlaczego ilekroć przedstawiałem się jakimś Węgrom, przez ich usta przewijało się przytłumione tąpnięcie śmiechu. Mam nadzieję, ze moje nazwisko nie tłumaczy się na np "tępa". Pocieszam się, że w swoich cierpieniach nie jestem sam. Jeszcze gorzej mają Agaty wybierające się do Rumunii. Otóż słowo "gata" znaczy tam podobno "napalona".
Aha, małe sprostowanie. Powyższy list to drugi z mojej korespondencji z węgierskimi krewniakami. Jak znajdę kiedyś ten pierwszy, też go wrzucę. Tamto tłumaczenie jest jeszcze lepsze
Drogi Klacz...