Rytmiczny Homer cziki cziki ta
wysiadł ze swojego Air Force One
siwym głosem przestępując z nogi na głowę
podrapał się po swej barczystej brodzie
Cziki cziki ta
Spojrzał w stronę naszej kamery
niby próżna w zwierciadło, ciut beznamiętnie
podniósł rękę i wodził
my zegarek zegarek my
Jął oblegać nas ciszą
gdy nastała, pomlaskał acz bez skomlenia
nadymał skronie, nabrał powietrza
i z wyraźną premedytacją rzekomo ustępującej ulewy lunął
Zdrajcy semantyki!
(jakby to nam brakowało realizmu)
Nie nosić! płodzić!
Wozić, nie przewodzić!
Ale… - próbujemy
Fiku miku! – uciął
i znów łechtał powietrze mlaskami
wydaliśmy z siebie gromką ciszę
Wstałem podmuchem odwagi
zapnijże rozporek, poprawże kołnierz - wypalam
A on nic, kamień, tylko piosenkę sączy
przez złote zęby i spode łba
Postoję tak jeszcze chwilkę cziki cziki ta
do końca tej książki w prążki
a potem z jej stron się wytnie dobitnie
bombowe samolociki cziki cziki ta
poniedziałek, 26 stycznia 2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)