Niemcy zalali nasz kochany stłamszony kraj chłamem jeszcze gorszym niż rodzimy Super Express oraz quasi-rzetelnymi Newsweekiem i Dziennikiem (jeszcze gorsze niż rodzime odpowiedniki) i jeszcze im, diabłom bezbożnym nie wystarcza! Teraz muszą spieprzyć nam mistrzostwa!
Dobra, koniec ironii... Ależ skąd, nie mówię wcale, że oni nas jakoś wyjątkowo nie lubią. Po prostu okazali się lepsi. Jest ich więcej, są bogatsi. Kiedyś wygrywali z nami militarnie, teraz ekonomicznie. Natomiast same mistrzostwa to przede wszystkim kasa. Oczywiście za wiele lat wszystko może się odwrócić, ale póki co mają nad nami przewagę.
Niemcy tak na co dzień mają do Polaków stosunek taki, jak my do Ukraińców czy Białorusinów. Lekka nieufność + nieśmiała sympatia + dość mgliste pojęcie o tym jacy rzeczywiście oni są + pełno stereotypów + podskórne przeczucie, że owe stereotypy odbiegają od rzeczywistości. Ale jak przyjdzie co do czego… Nie wyobrażam sobie, żeby Polacy przed takim samym meczem z dajmy na to Ukrainą dostawali podobnej furii, do furii Niemców z ostatnich dni. Ta furia to nie jest jakaś niechęć ani broń Boże nienawiść. To coś głębszego i bardziej skomplikowanego.
Czy my jesteśmy lepsi? Skąd, zachowujemy się dokładnie tak samo. A może jeszcze gorzej. Bo chcielibyśmy pokazać Niemcom, że chociaż jesteśmy biedniejsi, gorzej zorganizowani, w skrócie: słabsi, to jednak potrafimy z nimi wygrać. I jeszcze ta historia...
A oni? Oni chyba mają jeszcze gorzej. Bo to ich pozycja dominującego jest tutaj zagrożona przez sąsiada zza wschodu, który zawsze był biedny, z którego zawsze można było się śmiać (a niemieckie żarty o Polakach były na żenująco niskim poziomie), który - ubrany w niemodne wymiętolone dresy - przyjeżdżał na saksy i ciężko harował przez cały dzień zbierając niemieckie truskawki czy inne szparagi za parę marnych marek i kilka phenigów. Gdziekolwiek się ten sąsiad pojawiał, coś gdzieś komuś ginęło. A po co on w ogóle przyjeżdżał? Bo zapewne kończyła mu się kasa na wódkę.
Nie wymyślam sobie tego. Sam pamiętam jakim byłem zjawiskiem, gdy poszedłem w Niemczech do niemieckiej klasy (a miałem wtedy 8 lat), jak koledzy nie chcieli mi uwierzyć, że mam w Polsce telewizor i to jeszcze kolorowy! A jak jeździłem gdzieś na swoim rowerku made by Romet, mali niemieccy kumple nie mogli dać wiary, że on nie został wyprodukowany w Niemczech. A kilku ziomków w ogóle się do mnie nie odzywało. Tak po prostu - bo Polak. Oczywiście musieli dowiedzieć się od rodziców co to jest Polska i pewnie jeszcze niektórzy z tych rodziców kazali swoim pociechom uważać, bo przecież Polacy to złodzieje. Było to raczej bardziej śmieszne niż przykre i w ogóle nie rozpatruję tego w kategorii jakichś złych wspomnień. Ale jest to dobrą ilustracją tego co przeciętny Niemiec wiedział o Polsce.
Aż tu nagle okazało się, że Polacy są dobrymi pracownikami, o których wręcz zabiegają zagraniczni pracodawcy, że eksportują mnóstwo dobrej jakości towarów, że jeżdżą po świecie, znają języki i że jednak Odra wcale nie jest granicą wielkiego szoku cywilizacyjnego...
Z innej beczki. Obie strony przygotowały głupawe reklamy. Pierwsze stworzyli Niemcy, ale my nie pozostaliśmy dłużni
Swoją drogą mnie bardziej śmieszy (albo mniej irytuje) wersja niemiecka. Bo to przecież jest żart. A jeśli ktoś sprawę bierze na serio to znaczy, że jest niemieckim albo polskim oszołomem, który nawet nie wie, że już się nie kradnie w Niemczech samochodów, bo to się zwyczajnie przestało opłacać. A jeśli ktoś kradnie, to jest zupełnym kretynem, bo dużo bardziej opłaca się sprowadzać samochody legalnie. A polski złodziej, drodzy zachodni bracia, liczyć umie, bo załapał się jeszcze na komunistyczny system edukacyjny, a jeśli mu się udało jakoś go ominąć, to znaczy, że wykazał się ponadprzeciętną bystrością.
Niemcy zgrywają twardzieli, ale jednak meczem owym całkiem się przejęli. A my machamy szabelkami licząc jak zwykle na cud. Wszystko to jest tyleż samo śmieszne, co i żałosne.
Niemcy tryumfowali tego wieczora. Rzeczywiście rozwalili nas na łopatki. Byli lepiej przygotowani. Z drugiej strony możemy się pocieszać, że to takie nie całkiem niemieckie zwycięstwo. W końcu dwa gole zdobył dla nich Polak. Inny Polak – również opłacany przez niemieckich sponsorów – elegancko docisnął niemiecki pedał gazu i odstawił swojego niemieckiego kolegę z zespołu.
Niemieccy kibice niestety przegrali. Że w kibicowskich ustawkach nasi chłopcy zrewanżowali im się za wrzesień’39 – nie mam wątpliwości. Niektórzy Niemcy skandowali rasistowskie hasła. I dobrze im tak, bo ich Austriacy pozamykali. Polacy mogli sobie skandować co chcieli, i tak nikt ich tam nie rozumiał. Założę się, że za 4 lata role się odwrócą.
Naszych jednak też łapali...

Suplement
Żeby nie było. Nie mam nic do Niemców. Broń Boże. Śmieszy mnie to, że tak naprawdę nie chodziło w tym meczu o sport, tylko o dumę narodową i jakieś zaszłości. Nie będąc hipokrytą powinienem przyznać, że mi samemu pewnie też się to udzieliło.
Nie mam nic do Niemców. Trzeba umieć o wzajemnych relacjach powiedzieć to, co się o nich myśli. Nie można w imię jakiegoś paranoidalnego patriotyzmu dawać się ponieść niechęci ani w imię przesadnego pojednania omijać niewygodne tematy.
Nie mam nic do Niemców. Zbyt wielu wspaniałych Niemców poznałem, żeby móc powiedzieć o tym narodzie cokolwiek złego. Jeśli cokolwiek miałbym im do zarzucenia, to raczej ich brak świadomości, niż jakiekolwiek złe intencje. Nasza zachodnia granica topnieje. Kiedyś była zamrożona, potem runęła, teraz zalegają na niej resztki zlodowacenia, które za kilka lat, wraz z odejściem od głosu pewnych pokoleń, znikną zupełnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz