O Kaczmarskim napiszę przy okazji, bo zajmie mi to pewnie z 5 postów.
A Kuroń to fajny ziomek był. Jakoś niedługo przed jego śmiercią przeczytałem książkę "PRL dla początkujących" (by Wydawnictwo Dolnośląskie, seria "A to Polska właśnie"), która jest niesamowitą pogawędką niesamowitego Kuronia i całkiem samowitego Żakowskiego (nomen omen Jacka również) i ta książka otworzyła mi oczy na całą olbrzymią epokę, którą naiwny czytelnik zaczyna rozumieć razem z naiwnym Kuroniem z lat 50 i potem coraz mniej naiwnym Kuroniem z lat następnych. Kuronia czyta się świetnie, a jak się go czyta, w uszach słyszy się jego charakterystyczny schorowany i przepalony głos i aż odgłos otwieranego termosu z herbatą. Widać też jego dżinsową koszulę.
Kto zna Kuronia, wie jak wielkim był człowiekiem. Nie będę przytaczał całej jego historii, bo tą znaleźć można ot choćby w necie. Kuroń miał w sobie coś niesamowitego, bo ciągle walcząc nie walczył przeciw komuś, ale dla kogoś. Wywodził się z rodziny PPS-owskiej. PPS-owska była cała przedwojenna nieziemiańska inteligencja, tacy też byli Kuroniowie. Kuroń najpierw wierzył w socjalizm i wcale z nim nie walczył. Zaczął się sprzeciwiać w momencie, gdy zaczęło się koło niego dziać niedobrze. Ale wcale nie występował przeciw socjalizmowi jako takiemu, a raczej przeciw jego formie zaimplementowanej przez PRL. Choć był człowiekiem niezwykle inteligentnym i wykształconym, zawsze dobrze czuł się wśród ludzi prostych. Tak naprawdę postulował dyktaturę... robotników. Kuroń był jakimś takim przeciwieństwem pisowskiej zadziorności i pamiętliwości. On czując się świetnie wśród robotników jest tak naprawdę o niebo ponad wszystkimi współczesnymi procesującymi się krzykaczami i bulterierami. Czemu o tych krzykaczach mówię? Ano przypomina mi się strasznie przykry odcinek programu Teraz My z udziałem (...- autocenzura) Wojciecha Wierzejskiego i Macieja Kuronia występującego w roli obrońcy szarganego przez elpeerowskich oszołomów nazwiska. Syn Jacka zachował się fenomenalnie. W czasie, kiedy wszyscy oglądający ten program kipieli i zielenieli, nie mogąc zdzierżyć potwarzy rzucanych przez Wierzejskiego, Maciek najzwyczajniej w świecie podał mu rękę na pożegnanie i powiedział, że wybacza te obelgi, bo tak postępować nauczył go ojciec. Nagrania nigdzie nie mogę znaleźć, znalazłem jedynie taki opis. Ale tak naprawdę trzeba było to wszystko obejrzeć, żeby zrozumieć z jakim trudem przyszłoby każdemu z nas zdobyć się na taki gest.
A teraz Jacka Kuronia miłość życia. Grażyna Kuroń, zwana Gają. Matka Maćka. Była jakością samą w sobie. Prześladowana, bita i nachodzona przez SB-ecję, była całkowicie niezniszczalna. Wciąż pełna życia. Razem z Jackiem dodawali sobie nawzajem energii. Aż w którymś momencie przegrała z chorobą płuc (leczył ją sam Edelman). Mogli razem z Jackiem wyjechać na leczenie za granicę. Ale nie złożyli broni.
Ośrodek Karta jest w posiadaniu ich listów z czasów więzień i internowania. Nie lubię się rozczulać, ale to jest naprawdę piękne. Te listy nawet nie wymagają tła historycznego, choć takie tło dodaje im jeszcze większego dramatyzmu. Wycinki tych listów zobaczyć można tutaj.
Przejęty jej młodym odejściem (miała 42 lata) Stanisław Barańczak napisał taki wiersz:
Grażynie
Pamiętać o papierosach. Żeby zawsze były pod ręką,
gotowe do wsunięcia w kieszeń, gdy znowu go zabierają.
Znać na pamięć przepisy dotyczące paczek i widzeń.
Sztukę zmuszania mięśni twarzy do uśmiechu.
Jednym chłodnym spojrzeniem gasić wrzask policjanta,
zaparzać spokojnie herbatę, gdy oni bebeszą szuflady.
Z obozu albo szpitala słać listy, że wszystko w porządku.
Tyle umiejętności, taka perfekcja. Mówię poważnie.
Chociażby po to, aby się nie zmarnowały,
nagrodą za to wszystko powinna być nieśmiertelność,
a już co najmniej jej wybrakowana wersja, życie.
No to mamy dwóch Jacków, a co z tym trzecim? Jest jeden kandydat, ale niestety jaki by nie był, nie wiadomo czy zdoła dorównać pozostałej dwójce. A nazywa się on Kleyff. Był kiedyś takim Kaczmarskim, ale potem go Kaczmarski przerósł bezkompromisowością, głęboki tekstami, a także autentycznością swojego życia - iście ułańskiego, pijackiego i bardowskiego. Ale Kleyff Kaczmarskiego przeżył i nadal gra, śpiewa i komponuje. Występuje razem ze swoim zespołem Orkiestra na Zdrowie.
Niestety w sieci znajduje się niewiele sensownych nagrań Jacka i zespołu ONZ. Co do pomnika - Jacek Kleyff wciąż żyje i ma się dobrze. A pomniki stawia się raczej trupom...
Oto kilka próbek. (polecam najpierw wersje audio - są lepsze niż nagrania z Jutiuba)
Moja ulubiona piosenka z repertuaru Jacka KleyffaA ile
Najbardziej bodaj znana piosenka - huśtawki
Godna uwagi jest też Pierwszy List do Leonarda Cohena
a tutaj pozostałe kawałki
A teraz Jutiub:
***
Aha, skoro o Jackach - chwila ciszy dla mojego kolegi Jacka G., który dzisiaj obchodziłby 29 urodziny, gdyby nie zginął 2 tygodnie temu w nowozelandzkich górach...
6 komentarzy:
Z tym pomnikiem dla Kuronia to mnie zaskoczyłeś. Czytałeś może kim był patron Walterowców? Czy samo to, że ktoś pozostaje wierny swoim zasadom robi z niego bohatera? Lenin też siedział w więzieniu za pomaganie robotnikom. Czy to także robi z niego bohatera w twoich oczach?
Sam Kuroń był pupilkiem lewicy, do czego nawiązuje przytoczony przeze mnie felieton Cejrowskiego zaczerpnięty z jego książki "młot na lewicę" na końcu tego posta.
Jeśli już komuś chcesz stawiać pomniki, to polecałbym np. Stanisława Sojczyńskiego, ps. "Warszyc" albo Witolda Pileckiego.
A teraz wspomaniany felieton:
Z CZAPY
WC
na 25 marca 1998
Jacek Kuroń otrzymał od Aleksandra Kwaśniewskiego Order Orła Białego
ze wstęgą i gwiazdą. Skandal i kpiny. Znów za lat kilka trzeba będzie odbierać to,
co komuniści wręczają sobie nawzajem - tak jak trzeba było odbierać Virtuti
Militari Breżniewowi, itp.
Ale jeszcze większym skandalem i kpiną z majestatu Rzeczypospolitej było
to, że J.Kuroń ośmielił się przyjmować to najwyższe odznaczenie w dżinsowej
koszuli nonszalancko wywalonej na spodnie.
Nie usprawiedliwia go to, że "zawsze chodzi na dżinsowo", że "taki jego styl"
itd. Pamiętam, jak kiedyś przyszedł do Parlamentu pod krawatem. Pamiętam też
jak dał się przebrać w eleganckie garnitury dla sesji zdjęciowej, którą potem
zamieszczono w prasie. A więc jednak są takie powody dla których potrafi
wyskoczyć z dżinsu. Czy te kilka fotografii dla gazety było ważniejszą, bardziej
elegancką okazją niż wręczenie Orderu Orła Białego?
W zaistniałej sytuacji Prezydent - strażnik majestatu Rzeczypospolitej -
powinien odmówić Kuroniowi przełożenia wstęgi przez ramię. Powinien go wysłać do domu, by się przebrał i nie obrażał godności państwa. Tyle, że sam
Prezydent ma kłopoty z odpowiednim doborem strojów: w dyplomacji
szczególnie amerykańskiej stosuje się wyłącznie białe koszule - Kwaśniewski
uparcie paraduje w błękitnych.
A za cóż to w ogóle przyznano J.Kuroniowi tak wysokie odznaczenie? Za
udział w Wydarzeniach Marcowych 1968. To następny skandal i kpina. Przy
okazji rocznicy z wielu stron zalewa nas przedziwna, nowa interpretacja
Marca'68. Otóż miał to być jakoby początek demokratycznych przemian
w Polsce, które dały w efekcie Solidarność, a wreszcie Okrągły Stół i odzyskanie
niepodległości.
Co za bzdura i bezczelność. Marzec to był zwyczajny pojedynek mafiozów.
Dwie frakcje komunistyczne wzięły się za łby. Przy okazji sprowokowano i użyto
do tych rozgrywek zwykłych ludzi. Ale istotą sprawy było to, że jaden gang bił się
z drugim. Marzec to pojedynek gangsterów, którzy wcześniej szli ręka w rękę. Od
1945 roku mordowali, torturowali, prześladowali niewinnych, wynaradawiali
albo prali mózgi młodzieży w czerwonym harcerstwie - tak jak aktywista Kuroń.
Kiedy po trzydziestu latach robi się z jednego gangu boharerów i biedne ofiary, to tak jakby wręczać ordery mafii falenickiej za to, e dała się pokonać
mafii otwockiej.
Wojciech Cejrowski
Naczelny Kowboj RP
Oj Tomku, Tomku, Ty też mnie zaskoczyłeś.
Jeśli się nie mylę, patronem Walterowców był Towarzysz morderca, uczestnik hiszpańskiej wojny domowej, a kat-pogromca Łemków i innych boguduchawinnych społeczności bieszczadzkich, a także kat dla terrorystycznej (przynajmniej z naszego punktu widzenia) UPA - Karol Świerczewski (ten ze starych zielonych 50-złotówek). Czy ja nie wyraziłem się jasno - kiedyś Kuroń działał W systemie, a nie przeciw niemu. Tak samo jak wielu porządnych ludzi. Bo w latach powojennych na świat patrzyło się zupełnie inaczej niż patrzy się dzisiaj. Po wojnie, która dotknęła każdego osobiście świat wyglądał zupełnie inaczej, niż obecnie. Kuroń przytacza podsłuchaną rozmowę swojego ojca z wujkiem, w której obaj zastanawiali się, czy dalej walczyć, czy wyjść z podziemia i odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Byli przedwojennymi PPS-owcami, a potem AK-owcami. Ostatecznie doszli do wniosku, że dalsza walka na nic się nie zda. To był problem milionów ludzi, którzy zastanawiali się czy wyjść z podziemia, czy też dalej walczyć. Inni zastanawiali się, czy wrócić z emigracji, czy też na niej pozostać. Powiem szczerze, że powrót do kraju był w wielu przypadkach aktem olbrzymiego patriotyzmu. W mojej rodzinie też były takie przypadki i we wszystkich tych przypadkach kończyło się na represjach. No cóż, łatwiej było
Ale do rzeczy. Lata pięćdziesiąte. Skończył się koszmarny głód, masowe bezrobocie, masowe zachorowania na gruźlicę, powszechny wtórny analfabetyzm i... można wymieniać. Sukcesem PRL-u było to, że poprawił w szybkim tempie jakość życia. A startował z samego dna. Oczywiście w kapitalizmie stałoby się to o niebo szybciej, niemniej jednak kraj wyszedł z totalnej ruiny. Dzięki temu uzyskał poparcie większości społeczeństwa, a także - co niezmiernie ważne - inteligencji. Wszystkiemu towarzyszył niemiłosierny stalinowski zamordyzm. Ostatecznie dla wszystkich było jasne, że na tamtym etapie z systemem nie ma co walczyć, bo jedynie doprowadzi się do wybicia resztek elit, a przy braku szans na powszechne poparcie działań przeciw systemowi, wszelka walka była skazana na porażkę.
I mamy tutaj młodego Kuronia - mniej lub bardziej świadomego sytuacji. Działał sobie w czerwonym harcerstwie. I co z tego? Organizował wyjazdy, może nawet ideowe pokazy filmów. I co z tego? A może młody Kuroń zabijał tam niedobitków AK-owców? Benedykt XVI był w hitlerjugend. I co z tego?
Ludzie wierzyli raczej, że więcej dobrego mogą zrobić reformując system, niż z nim walcząc. Tak też uważał Kuroń. Ale jego postulaty skończyły się dla niego niedobrze. Wtedy chyba zrozumiał, że to nie tak. W którymś momencie umiał przeciwstawić się czemuś, w czym tkwił. Od tego momentu zaczął życie WBREW. Nie będę przytaczał całego jego życiorysu ani długiej listy zasług. Wystarczy zajrzeć do Wikipedii.
Tomku, niestety jak wielu popełniasz koszmarny błąd. Mylenie socjaldemokraty (a on z serca i z ducha był stuprocentowym socjaldemokratą) z komunistą to tak, jakby pomylić chadeka z nazistą. Słowo pupilek lewicy jest strasznie nietrafione. Za swoją przeszłość był ceniony przez obóz postsolidarnościowy, a przez lewicę za swoje poglądy. Umiał z lewicą rozmawiać (jak zresztą z każdym, również ze swoimi oprawcami), ale nigdy nie zniknęła granica dwóch przeciwnych obozów, z których wywodziły się obie strony. Nie wiem jak dla Ciebie, ale dla mnie lewica nie jest słowem pejoratywnym. Jest to po prostu inna opcja polityczna, która też ma swoje racje. A to, że w naszym kraju lewica (jeszcze nadal) w znacznej mierze wywodzi się z obozu komunistycznego, to tylko czasowa patologia, która kiedyś minie. Z porównaniem Kuronia do Lenina przesadziłeś.
Przytaczasz Cejrowskiego. Powiem szczerze, że jest to ostatnia osoba, której zdanie się dla mnie liczy. Nie lubię hipokryzji, a człowiek, który robi z siebie czołowego katolika kraju, a jednocześnie kipi nienawiścią i zawiścią, jest dla mnie skrajnym hipokrytą. Nie wspomnę już o tym, że żyje iście ułańsko, wbrew przykazaniom kościelnym, którym oficjalnie hołduje.
Cejrowski uważa się za wielkiego człowieka i patriotę. Ale nie przeszkadza mu to w oficjalnych deklaracjach zrzeczenia się polskiego obywatelstwa na rzecz obywatelstwa Ekwadoru. To już naprawdę nie jest śmieszne, tylko żałosne. Tak samo jego prostackie odzywki. A tego, że z Markiem Kotańskim zaproszonym do swojego programu, rozmawiał przez szybę, a rękę podał mu w rękawiczce, po prostu nie skomentuję.
Zresztą niech sobie Cejrowski mówi co chce. Nie podoba mu się Marzec sixty eight? Może on zrobiłby coś lepszego? Gdy Kuroń siedział w więzieniu, WC był studentem, który jakoś szczególnie się w walce z systemem nie wykazał. Byłem kiedyś na spotkaniu z Cejrowskim - przechwalał się, że wówczas głównym jego zadaniem było oszukiwanie zagranicznych studentów, którym pomagał jako tłumacz.
Cejrowski też ma swoje dżinsy - są nimi kolorowe, swoją drogą oryginalne koszule. Ale niestety nigdy nie będzie miał okazji, by zastanawiać się jak ubrać się na wręczenie mu Orderu Orła Białego.
PS: Sojczyński i Pilecki to nie Jacki:)
Widzę że dyskusja staje się wielowątkowa i wciągająca :)
1. Jeśli to możliwe prosiłbym o wskazanie dojścia do tej podsłuchanej rozmowy rodziny Kuronia.
2. Faktycznie czasy powojenne były czasem dużych dylematów. Co do powrotów z emigracji, to sam zrobiłem wielkie oczy, gdy się dowiedziałem, że dziadek mej małżonki, będać żołnierzem 2. korpusu wrócił w rodzinne okolice zaraz po wojnie (swoją drogą całe szczęście, gdyż gdyby zrobił inaczej pewnie dłużej by mi zajęło odnalezienie jego wnuczki :) ).
Jednak z tym masowym poparciem nowych władz to bym nie przesadzał. Jednak sporo ludzi zostało w lasach, pewnie drugie tyle trafiło od razu do więzień. Z wolnym wyborem i uczciwością "wybory" z 1947 też niewiele miały wspólnego.
3. A propos wspomnianego Benedykta XVI - jak podaje wikipedia, na którą także lubisz się powoływać, w 1937 roku do hilerjugend należało 90% chłopców. W zasadzie uczestnictwo było obowiązkowe. Organizowanie czerwonego harcerstwa będącego w opozycji do istniejącego już wcześniej harcerstwa o ile mi wiadomo obowiązkowe nie było.
4. Socjaldemokracja a komunizm. Przy takim etykietkowaniu faktycznie mogę się mylić, choć nie wiem skąd Ci wyszło, że uważam Kuronia za komunistę (bo chyba tak założyłeś). Nadal obstaję przy tym, że jest to lewica. A lewica jest dla mnie złem. Z wielu powodów. Naprawdę potrafię ich wymienić więcej niż tylko istnienie PRL. Choćby takich, jak popieranie aborcji, lub nakładanie wysokich podatków. I żeby nie było wątpliwości - uważam okrągły stół za błąd, furtkę do ominięcia odpowiedzialności za zbrodnie PRLu i najlepszy sposób na wygodne urządzenie się komunistycznych szych.
4,5. Porównanie do Lenina było celowo przesadzone. Jak zresztą więkość moich (i nie tylko) porównań.
5. Użycie tekstu Cejrowskiego nie oznacza bynajmniej, że uważam go za ostateczną wyrocznię w sprawach wszelakich. Postanowiłem jednak użyć jego tekstu aby dać odrobinę przeciwwagi twojemu wychwalaniu Kuronia. O rozmowie z Kotańskim nie słyszałem. Innych wad i przywar pana Wojciecha nie mam zamiar tu dyskutować, bo można byłoby nimi zapełnić z pięć takich blogów.
6. Jeśli musi być ktoś nazywany Jackiem, to w takim razie wysuwam kandydaturę Jacka Odrowąża. Tylko nie wiem, czy pozostali dwaj Jackowie są godni takiego towarzystwa...
7. Pozostaję w niepewności, co do tego, co "łatwiej było" - jednen z akapitów wygląda na niedokończony.
Tommy…
1. jak przyjadę do Gdańska, przepiszę Ci to wszystko ze źródła, o którym już wspomniałem w poście
2. Owszem, wielu pozostało w opozycji, ale mówimy o latach pięćdziesiątych – mało post AKowców wtedy pozostało w lasach, a Ci, którzy jeszcze tam się ukrywali byli pojedynczymi lekko zdziczałymi oddziałami. Większość skorzystała z amnestii.
3. ale 10% nie należało. Tu nie chodzi o to, w jakim stopniu ktoś musiał być, a w jakim nie musiał. Z członka hitlerjugend młody Ratzinger wyrósł na teologa o olbrzymim dorobku naukowym i w końcu na papieża. Z członka czerwonego harcerstwa wyrósł Kuroń na jednego z czołowych oponentów systemu, w który kiedyś służył. Nie stwierdzono, żeby w tym harcerstwie zrobił nic złego. Naganne było jedynie samo członkowstwo. Jeśli nawet nazwać to grzechem młodości, to przecież dalszymi swoimi czynami spłacił 100 krotne zadośćuczynienie
4. cytując Cejrowskiego (z którym jak mniemam się zgadzasz) pośrednio nazwałeś Kuronia komunistą, a raczej zrobił to za Ciebie WC pisząc o Marcu 68 tak oto „ (…) dwie frakcje komunistyczne wzięły się za łby…”
Jeśli chodzi o stosunek do lewicy, to pewnie nie ma się co spierać, bo po prostu się ze sobą nie zgodzimy. Uważasz aborcję za zło. Ja też jestem jej przeciwny. Uważam, że nie jest to sprawa wiary, ale zwykłego szacunku dla ludzkiego życia. Ale w takim samym stopniu w jakim my możemy uważać ją za zło, ktoś patrzący na świat z innej perspektywy może uważać ją za coś pożytecznego. I taki pogląd trzeba umieć szanować. Co do podwyższania podatków, to jakoś nie zauważyłem, żeby lewica ustanawiała wyższe podatki. Dość powiedzieć, że najważniejsza w ostatnich latach pozytywna zmiana podatkowa, 19% podatek CIT, jest zasługą lewicy właśnie.
O okrągłym stole wolałbym nie rozmawiać, bo pewnie też się nie dogadamy. W każdym razie zrzucanie winy za brak rozliczenia z przeszłością na okrągły stół to jakby uznać, że polscy piłkarze kiepsko grają, bo moja mama miała złamaną rękę. Jakoś tak najchętniej okrągły stół krytykują ci, którzy w tamtych czasach czekali na rozwój wydarzeń w zaciszach swoich domów.
4,5 cieszę się, że sam uznajesz to porównanie za przesadzone. Nadal jednak nie wiem czemu miało to przesadzenie służyć
5. Owszem, chyba nawet osobom, których poglądy Cejrowskiego są bardzo bliskie, ciężko w całości się z nim zgadzać. Niemniej mam prawo zakładać, że skoro przytaczasz jakiś tekst, to jednak autor tego tekstu jest dla Ciebie jakimś tam autorytetem, a już na pewno mogę uznać, że zgadzasz się przytoczonym tekstem (chyba, że opatrzyłbyś to dodatkowym komentarzem). A ten tekst to stek bzdur. Choćby wzmianka o białych koszulach prezydenta. Świadczy on o tym, że Cejrowski albo nie ogląda programów informacyjnych albo jest daltonistą. Ale to drugie odrzucam – sam pamiętam jak swego czasu Jacques Chirac regularnie nosił się w niebieskich delikatnych kratkach, a te chyba daltoniści dostrzegają. A któż inny ma dyktować styl modzie prezydenckiej, jeśli nie prezydent Francji?
6. Trochę zbyt duża rozbieżność chronologiczna i tematyczna. Nie używałbym słowa godni. Czy żaba jest godna samolotu? Czy muzyka jest godna pogodzie? Czy chęć jest godna ciekłemu azotowi…
7. zabrakło jedynie wielokropka…
Mały wstęp do większego komentarza który zamieszczę później:
http://prawica.net/node/12361
Polecam zwłaszcza moment 17:40 - 19:00 z odcinka z Cenckiewiczem (odcinka z Gontarczykiem nie miałem czasu obejrzeć).
Jako fan pozdziemnej działalności Kornela Morawieckiego i całej SW pozostaję głęboko dotknięty.
Ciekaw jestem Twojej opinii po przeczytaniu dokumentu wiszącego na stronie IPN http://42.pl/u/IBo
pod nazwą "Relacja TW „Returna” ze spotkania z Jackiem Kuroniem. Przyczynek do rozważań na temat wydarzeń marca 1968 r.".
Przypomniam, że Return to Lesław Maleszka o którym dzisiaj będzie w TVN o 21.55 (gdzie ja to będę mógł obejrzeć jeśli nie odbieram TVNu?).
Mam nadzieję że dłuższe dywagowanie o p. Jacku nie będzie już konieczne :)
Prześlij komentarz